Napastnik wcześniej leczył się psychiatrycznie
– To był atak bez powodu. Napastnik nie pozostawał w żadnej relacji z pokrzywdzonym. Zadał mu co najmniej dwa ciosy dwustronnym toporkiem – mówi prokurator Stanisław Bar, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu.
Pokrzywdzony to 47-letni ratownik medyczny. Ma pękniętą podstawę czaszki i kilkanaście szwów na głowie. W opinii ratowników miał dużo szczęścia, że uniknął śmierci.
– Zaatakowany zaczął ścigać napastnika, a przy pomocy przypadkowych przechodniów go obezwładnił. Policjanci przybyli na miejsce go zatrzymali. 31-latek nie przyznaje się do popełnionego czynu. I odmawia składania wyjaśnień – mówi Stanisław Bar.
Napastnik najprawdopodobniej jest niepoczytalny, ale na ten temat biegli jeszcze się wypowiedzą. 31-latek wcześniej leczył się psychiatrycznie.
Mężczyzna jest tymczasowo aresztowany. Usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa.
– Grozi mu od ośmiu lat pozbawienia wolności do dożywotniego więzienia – mówi prokurator Stanisław Bar.
31-latek ma też zarzut posiadania środków odurzających i psychotropowych. W chwili zatrzymania miał przy sobie ponad jeden gram marihuany i amfetaminy.
Dwa krwawe ataki w Opolu. Odpowiedzialny ten sam mężczyzna?
Napaść, do jakiej doszło na osiedlu Dambonia, nie była pierwsza. Mundurowi zanotowali bowiem dwa krwawe ataki w Opolu.
Ofiarą wcześniejszego padła 50-letnia kobieta, która 17 marca, pomiędzy godziną 3 a 4 nad ranem, wracała z imprezy. Kobietę zaatakowano przy ulicy Rybackiej w Opolu, kiedy przysiadła na ławce. Trafiła do szpitala przy al. Witosa z głębokimi ranami twarzy i głowy.
Jak zauważa prokuratura, jej rany są podobne do tych, jakie odniósł mężczyzna zaatakowany dwustronnym toporkiem. A okoliczności tego zdarzenia mogły mieć podobny przebieg.
– Mamy świadomość tego zdarzenia i weryfikujemy, czy pozostają one w jakimkolwiek związku – mówi Stanisław Bar.
Czytaj także: Brutalny napad w Opolu. Wyciągnęli klienta ze sklepu w centrum i dotkliwie pobili



