Warto przypomnieć, iż dla podopieczni Artura Adasika w tym sezonie był to już czwarty mecz przed swoją publicznością. I choć trzy wcześniejsze kończyły się kolejno remisem, porażką i zwycięstwem, to zawsze wynik był „na styku”. Odpowiednio bowiem 5-6, 3-3 i 3-2. Podobnie było teraz, choć długo zapowiadało się zgoła inaczej.
Co prawda po tym jak dla gospodarzy szybko otworzył wynik Janusz Gancarczyk, na co 23 sekundy później odpowiedział Adrian Niedźwiedzki, to potem – nim minął łącznie kwadrans gry – a brzeżanie odskoczyli na 5-1. W tym czasie piłkę do siatki w dość równych odstępach posyłali kolejno Jakub Rabanda, Rafał Ożóg, Patryk Dykus i Marcin Zajączkowski. Swoją drogą już wtedy każdy gracz z wyjściowego składu z pola miał na koncie bramkę. Wydawało się więc, że nasza ekipa kontroluje sytuację. Nie zmienił tego fakt, że golem do szatni dublet skompletował Niedźwiedzki.
Po zmianie stron straty jeszcze zmniejszył Dawid Biały. Niemniej gdy niebawem na 6-3 podwyższył Damian Makowski, wydawało się, że sytuacja została opanowana. Przyjezdni jednak nie odpuszczali i gonili wynik. W ich szeregach na listę strzelców wpisali się potem Sebastian Wojciechowski i Marcel Wolan, a do końca zostało pięć minut gry. Na szczęście miejscowym udało się przetrzymać napór rywali i finalnie triumfować 6-5.
Takie rozstrzygnięcie pozwala beniaminkowi z Opolszczyzny na łącznie już 10 punktów (bilans bramkowy 28-30) i ósme miejsce w tabeli grupy południowej. A do końca rundy jeszcze trzy kolejki.
ASG Stanley Brzeg – Górnik Polkowice 6-5 (5-2)
ASG Stanley: Krzyśka – Ożóg, Makowski, J. Gancarczyk, Dykus oraz Antos, K. Gancarczyk, Kucharski, Opatowski, Rabanda, Suchodolski, Zajączkowski.
Czytaj także: Koniec pięknej serii. Dreman nie sprostał na wyjeździe mistrzom Polski


